Frankfurt na Menem


Ok, teraz czas na mnie. Witajcie!
Frankfurt nie był naszym docelowym punktem na mapie (był to Amsterdam), ale korzystając z dogodności (jak dla nas) jakie stwarzają nam linie lotnicze i 5 godzinnym postojem, postanawiamy skorzystać z nadarzającej się sytuacji i „wyskoczyć na miasto”.
Z lotniska do samego centrum Frankfurtu jeździ Uban (albo Sban w każdym bądź razie metro), bardzo łatwo można znaleźć znaki kierunkowe (duże białe S w zielonym kółku). Przejażdżka trwa ok 15 minut i bilet w jedną stronę od osoby kosztuje 3,5 euro – znośnie. Bilety można kupić w automatach na lotnisku.
Wyskakujemy w samym ścisłym centrum (dworzec centralny- Frankfurt Hbf) ludzi masa, jarmarki, święto piwa (wiadomo Niemcy mają dobry ten napój o smaku alkoholu) no i kiełbaski,


 a do tego te drapacze chmur – w końcu na tą część miasta mówi się Mainhatan – z wiadomych względów.


Ok, szybki spacer i trzeba szukać w końcu tego miejsca -  Main Tower- czyli jedyna atrakcja, na którą nam starczyło czasu, na mieście mieliśmy całe 3 godziny do wykorzystania. Bieganie od budynku do budynku, od hotelu do hotelu, w końcu jest! (jak coś podaje adres: Neue Mainzer Str. 52-58, 60311 Frankfurt nad Menem). Mieliśmy czas z samego rana, Tower otwierają o 10, także wbiliśmy się w pierwszy rzut.


Bilety, żeby wjechać na samą górę coś ok. 7,5 euro za łebka. Wierzcie lub nie, jazda windą na 65 piętro trwała… 45 sekund! Świetna sprawa!
Trafiliśmy na cudowną pogodę, widok z wieżowca niesamowity, zapierający dech, oczywiście ludziom z lękiem przestrzeni (jak ja) platforma widokowa nie jest najlepszym pomysłem, ale sam pojechałbym tam jeszcze raz!
W drodze powrotnej zaraz przy metrze bazarki i co? a piwo z kiełbaską, więc przed dalszą podróżą trzeba było zjeść i trochę nawodnić organizm.


Później powrót na lotnisko i lot dalszy…
Some text