marzec 2012
umknął mi wypad :)
IV rok studiów

Mieliśmy troszkę farta i studentom IV roku trafił się darmowy wyjazd w Tatry wysokie na narty od mojej, jeszcze wtedy, przyszłej teściowej, dzięki jej pracy :)


Rewelacja- Hotel Morava pod samym wyciągiem, widok zapierał dech w piersiach.


Również z tym wyjazdem zaczęłam się rozwijać jako fotograf. Kupiłam moją pierwszą lustrzankę Olusia :-) 

Wyjazd odbył się w połowie marca (dokładnie pamiętam bo były to Minia urodziny). Czyli ostatni moment na zimowe szaleństwa w tatrach. Dostaliśmy karnety na nieograniczoną liczbę wjazdów na wszystkie wyciągi.

I tak wystrojeni na sportowo podjechaliśmy na stok.
A zapomniałam o jednym- My nie umiemy jeździć na nartach. No tak, w tym miejscu to może być problem. 


 W pożyczonych nartach i butach poszliśmy na oślą łączkę zaliczyć parę upadków. Nauczyłam się skręcać i zatrzymywać. MONSZ zaliczył parę niegroźnych i jeden bardzo groźnie wyglądający upadek. Po tym wydarzeniu bał się zjeżdżać. Nawet następnego dnia.
Także reasumując- zmarnowaliśmy dwa trzydniowe karnety.
No może nie do końca, wjeżdżaliśmy kolejką prawie na sam szczyt dla tych przejmujących widoków. Dla Minia było to ciężkie przeżycie, ponieważ jeszcze wtedy bał się wysokości. Kolejka jadąca na szczyt i wisząca kilkanaście metrów nad zboczami przyprawiała go o dreszcze. Klnąc jak szewc, z bladą twarzą dojechał ze mną na górę. Drugiego dnia było znacznie gorzej- przy zjeździe kolejka zatrzymywała się co parę metrów i z rozpędu bujała wózkiem. To dopiero było przeżycie!
Zginiemy tu- na pewno zginiemy! Oraz K***a, ja p*****e badały z jego ust co chwila.

Starsza słowacka para miała z nas nie lada ubaw! :-)
   
                                                                                                                                                  
To było cos nieprawdopodobnego. Natura jest genialna! Dodatkowo pogoda była słoneczna.
Przez 3 dni narty mieliśmy na sobie jakieś 3-4 godziny. Przez resztę czasu jedliśmy kwaśnicę, piliśmy słowackie piwa i oglądaliśmy cudowne krajobrazy. Dzisiaj z pewnością wzięlibyśmy instruktora, ale wtedy nam to wystarczało.
Czyli wyjątkowe miejsce, nawet nie dla fanów sportów zimowych.




Some text