Majówka nad Soliną




Mieliśmy to wielkie szczęście, że przez studia przeszliśmy sporą paczką przyjaciół, z którymi też udawaliśmy się na wypady- zawsze w któreś góry. 
 Nasz pierwszy wspólny- Majówka nad Soliną, rok 2011.

Znaleźliśmy kwatery, na które składał się jeden murowany dom, który był dostępny dla całej naszej gromady.



Wyruszyliśmy rano spod akademików Politechniki Świętokrzyskiej. MONSZ pożyczył tym razem od swojego taty, świeżo zakupioną Mazdę 6. Na szczęście- bo możliwe, że Minia żółtym clio I daleko byśmy nie zajechali a już na pewno stracili fortunę na paliwo.
Także szpan na ojca samochód (zatankowany) i bezpieczeństwo zapewnione.
Dodatkowych dwóch znajomych na tył i jedziemy.
Znając polskie majówki , które od paru lat nie wyglądają imponująco, jeżeli chodzi o pogodę, tak i 6 lat temu nie było lepiej. Zajeżdżając na kwatery rozpoczął się deszcz, który trwał całą noc.

Byliśmy w dość obszernym składzie a samochody wypełnione domowymi cytrynówkami i piwami. A co za tym idzie- grupa studentów 3go roku nie nudziła się. Jakoś przeimprezowalismy popołudnie i jakąś część nocy.


Biorąc pod uwagę ekwipunek nie byliśmy zbytnio wybredni.
Nazajutrz słoneczko, około 18-20 stopni. Super! Jedziemy na zaporę. I tak hurtem pojechaliśmy oglądać zaporę i powłóczyć się wokół niej. Powygłupialiśmy się, popstrykaliśmy zdjęcia aparatami, bo te robione telefonem przypominały takie robione za pomocą kalkulatora- jak to Miniu mówi, zjedliśmy lody, wypiliśmy parę piw.


Szybko pogoda zaczęła się psuć, zawinęliśmy się na pięcie- bo w domkach czekał  grill pod altanką, a my mieliśmy do niego pyszną kiełbaskę i kaszankę. No, i piwko :-)



Ostatniego dnia kiedy inni dogorywali i się pakowali my we dwójkę wybraliśmy się zdobyć mały szczyt w okolicy.
Niestety, większość zdjęć, które posiadamy z wyjazdu nie nadaje się do publikacji, bo też nie były robione z takim zamiarem. 


Nasza ekipa <3


Lokalizacja

Some text